Blog
|
Menu
|
||
|
Inne blogi, na których się pojawiamy: - imaginary-yaoi, - manga-to-lubie. KalejdoskopRosier przyglądał się Nadine. Dziewczyna siedziała rozparta w fotelu, a na jej twarzy widniał szeroki, ni to zadowolony, ni to złośliwy uśmiech.- A tobie cóż znowu milusiego się przydarzyło? - spytał. - A wiesz... fascynujący weekend był, nie sądzisz? - Hm... fascynujący mówisz? No tak... Jak po nocy wraca się do domu, to musi być fascynujący. - mrugnął okiem - No to co? Jakieś zdobycze? Ciekawsze przeżycia? - Znając życie dorobiła się podobnej wpadki jak dwa lata temu na tej samej imprezie. Albo jak niecały rok temu na osiemnastce. - odezwał się Sariel, który, jak zwykle, pojawił się bezszelestnie, niezauważony przez nikogo. - Ha. I tu cię mam, Panie Jestem Zajebisty I Wiem Wszystko. Bo wcale tak nie było. Wręcz przeciwnie. - jej zadowolony uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, na co demon teatralnie westchnął. - To może mnie oświecisz? Skoro nie wiem wszystkiego, a powinienem? - Rosier mógłby się założyć o wszystko, że Sariel strasznie się zirytował, chociaż w ogóle tego po sobie nie pokazał. - Ho... Tacy ciekawscy jesteśmy? A co mi tam. Powiem wam. Sobota, nocna, miejska impreza w plenerze. Leci muzyka, tańczymy z dziewczynami. I nagle, pojawia się Pan Sprzed Dwóch Lat. Tu akurat miałeś rację, Sariel. Wyglądał na niezwykle ucieszonego, ba!, niemal natychmiast położył na mnie łapy. - No to Sariel miał rację. - wtrącił Rosier. - A dasz skończyć? - mruknęła gniewnie Nadine - Gdy wystarczająco się napalił i stwierdził, że ręce z talii może przenieść w inne miejsca, a do ucha dyszał mi już od kilku chwil, zgrabnie się wywinęłam i rzuciłam coś w stylu: przykro mi słonko, ale jestem zajęta, a moja dziewczyna jest bardzo zazdrosna. Cóż... Więcej go nie widziałam. - Hm... interesujące. - Ale dziewczyna? A no tak... Dziewczyna. - Rosier uśmiechnął się. - Ale wiecie, to jest jeszcze nic. Spotkałam tam też Pana I Władcę Wszechświata. - Iiiiii? - Rosier aż się zapowietrzył. - Ha. I szczerze mówiąc, to z mojej strony nic. Kompletnie nic sobie z niego nie robiłam. No nie licząc tego, że go oczywiście zauważyłam. A on stał ze dwa-trzy metry ode mnie i gapił się na nas, jak się bawimy. - Nooo... To bosko jest. - radośnie rzucił Rosier. Sariel nie skomentował. A Nadine odwróciła się do komputera, nucąc piosenkę z niedzielnego koncertu: - Zmienia się świat, jak w kalejdoskopie... Nadine-sama i Rosier 8/06/2010 12:50:38 [komentarzy 1] Komentuj Ostatnie "naste", co?- Ho, ho, ho! - Rosier naśladował świętego Mikołaja, machając ręką, na której nadgarstku miał zawiązaną dużą kokardę.- Nee, pomyliłeś daty, głupku. - Nadine zaniosła się śmiechem, niechcący strącając ze stołu dwa kieliszki. Trzeci pozostał na nim tylko dlatego, że Sariel w porę go odsunął. - Zachowujcie się... Chociaż trochę. Już późno, a wy przesadzacie. - westchnął zrezygnowany, chociaż sam już sporo wypił, czego oznaką były zarumienione policzki. - Nee, Saryyyyś... Co ty? Przecież to ostatnie "naste". Trzeba świętować, bo później będą już tylko "dzieste". Jak to tak? - dziewczyna usiadła w fotelu, kręcąc w palcach pusty kieliszek. - No tak... Zachowuj się jak nastolatka póki możesz. - demon uśmiechnął się złośliwie - Bo latka lecą. - O tak, tak. Zwłaszcza, że mogę, bo już po tych wszystkich cholernych maturach. Pff... W końcu spokój. Teraz jeszcze najdłuższe wakacje w życiu, a później... - na chwilę zwiesiła głos - A chuj z tym, co później. Będzie co będzie. - zaśmiała się głośno, a Rosier jej zawtórował. - No właśnie! Chuj z tym! Idziemy na przód i niczym się nie przejmujemy! - Taaa jesssst. I nie przejmujemy się tym, co było. - wstała, dumnie wypinając pierś. Może niezbyt imponującą, ale zawsze. Sariel tylko pokręcił głową z politowaniem. - A skoro już przy tym jesteśmy... Nie przejmujemy się wszystkim wszystkim? Czy tylko wszystkim? - pytanie z pozoru głupie, dało dziewczynie do myślenia. Odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili: - Wszystkim wszystkim. - A Pewnym Panem? - wtrącił Sariel. - Pewnym Panem też nie. Było, minęło. No może nie minęło, ale minie... Bo szkoła się skończyła, więc w pewnym sensie problem z głowy. - podeszła do stołu i polała następną kolejkę. Opróżniła swój kieliszek, nie czekając na demony. Rosier pokiwał głową w głupawym zamyśleniu. A Sariel cicho zamruczał coś do siebie - O. I wiecie, co jeszcze? Chyba zostawiłam za sobą jeszcze jedną rzecz z przeszłości. A mianowicie Pana i Władcę Wszechświata. - z ust Rosiera wyrwało się westchnienie podziwu, a Sariel spojrzał na nią z wyraźnie zdziwioną miną: - Zostawiłaś go za sobą? Faceta, który pięć lat temu złamał, ba, całkowicie strzaskał ci serce? - Nadine przytaknęła, Rosier tylko patrzył z otwartymi ustami to na jedno, to na drugie - Faceta, na którego widok przez te wszystkie lata robiło ci się słabo, przez którego zapominałaś jak się oddycha? - Nadine znów przytaknęła, Rosier zaś wciąż się na nich gapił. - Tak. Zostawiłam za sobą te wszystkie straszne chwile, które przeżywałam na jego widok. Nie, nie zapomniałam tego, co mi zrobił, jakim był bezdusznym dupkiem, ale... Nie męczy mnie to już. - uśmiechnęła się lekko. To drobne wygięcie ust dało demonom do zrozumienia, że to wszystko to prawda. - Nie wierzę... - mruknął Sariel, a Rosier energicznie przytaknął. - Bo wiecie, to zwykły frajer jest. - zaśmiała się radośnie i polała następną kolejkę - To co? Wszystkiego najlepszego z okazji moich dziewiętnastych urodzin? Nadine-sama i Rosier 30/05/2010 23:51:31 [komentarzy 1] Komentuj A kasztany już kwitną...- Mam dosyć! Mam tego serdecznie dosyć! Co ja tutaj z wami w ogóle robię, do jasnej cholery?! Mam gdzieś coś takiego! - Rosier nie wytrzymał i wybuchł na widok tego, co działo się z pokoju. Już "nasty", jeśli nie "dziesty" dzień z rzędu. Wokół Nadine porozkładane były książki, zeszyty, kserówki, dziewczyna korzystała także z komputera, gdzie pootwierane było pełno stron internetowych. Nie zwróciła uwagi na demona.- Kompletnie nie rozumiem, dlaczego się unosisz, Rosier. - Sariel mruknął znad przeglądanego właśnie pliku dokumentów. - No oczywiście! Bo jak masz zrozumieć? Jesteś przecież pieprzonym pracoholikiem. I tym cholernym pracoholizmem zaraziłeś ją. - demon starał się opanować, więc jedynie burczał z niezadowoleniem. Nadine wciąż nie zwracała uwagi. - Nikogo niczym nie zaraziłem. Ona w końcu wzięła się za to, co powinna robić od dawna. Dlatego też jest tak, jak jest. A. I dla twojej wiadomości. Nie jestem pracoholikiem, a pracoholizm nie jest zaraźliwy. - Rosier nic nie odburknął, tylko opadł na łóżko. Ciężko westchnął i zamyślił się: - A do matury jeszcze miesiąc... *** - To się nie stało, to się nie stało, to się do jasnej cholery nie stało! - Nadine wpadła do pokoju z hukiem i paniką w oczach. Usiadła na fotelu i oparła łokcie na biurku, chowając twarz w dłoniach. Trzęsła się nieco. - Eee... Co się stało? - spytał Rosier, otwierając jedno oko. Właśnie się obudził. - Znowu on, znowu on... To nie jest możliwe, nie jest, kurwa jego mać, nie jest możliwe! - dziewczyna wciąż powtarzała pod nosem. - Ale co? - demon nie dawał za wygraną. W pomieszczeniu właśnie zmaterializował się Sariel: - Przecież wiesz, że nie ma sensu zadawać jej pytań, gdy jest w takim stanie. Zaraz sama powie. Nagle Nadine szybkim ruchem sięgnęła po kalendarz. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się, a później krzyknęła: - A jednak! A jednak to możliwe! Minęło już kilka miesięcy, więc w końcu dupek postanowił, że znów się pokaże... - znów opadła na fotel. Demony tylko spojrzały po sobie: - Pan i Władca Wszechświata... *** - Ej, Sariel, widziałeś? - Rosier trącił Sariela łokciem, skinieniem głowy wskazując na Nadine. - Co znowu? - prychnął demon. - Chyba z nią lepiej, nie? Patrz... Uśmiecha się... I to tak... Naturalnie. - Sariel nic nie powiedział, tylko nieznacznie wzruszył ramionami. Niezrażony tym Rosier kontynuował - W końcu doszła do siebie. - uśmiechnął się szeroko. - Wiesz, jej do szczęścia za dużo nie potrzeba. Stado pocących się facetów, z czego część, według jej standardów, przystojna, plus ich wygrany mecz, plus jeszcze jeden dodatkowy facet, zdecydowanie w jej typie, et cetera. - wyjaśnił Sariel tonem, jakby rozmawiał z kompletnym idiotą. - I aż mnie dziwi, że nie załamała jej obecność Pana i Władcy Wszechświata. Ale podejrzane, że pojawił się w przeciągu tak krótkiego czasu... *** - Matko, nareszcie. - Nadine wpadła do pokoju, w biegu ściągając buty na obcasie - Chyba dorobiłam się odcisku. Niby cały dzień dobrze, a tu jak nagle nie zaczną nogi boleć... - ciężko westchnęła. Rosier przyglądał jej się z szelmowskim uśmiechem, zastanawiając się, czy będzie kontynuowała - Sio, sio. Chcę się przebrać. - machnęła na niego, rozpinając zamek przy spódnicy. Demon uśmiechnął się złośliwie i nawet nie odwrócił. - Nie udawaj takiej skromnisi, przecież ci to wcale nie będzie przeszkadzało. Lepiej powiedz, jak tam się czujesz ze świadectwem ukończenia szkoły średniej w rączkach. - Normalnie. - wzruszyła ramionami i wciągnęła na siebie spodnie - A co, mam się czuć jakoś inaczej? - zaczęła rozpinać bluzkę. - No nie wiem. Dlatego się pytam. A zrobiłaś coś z... Pewnym Panem? - Eee... - zmieszała się i zatrzymała przy ostatnim guziku - Ale o czym ty właściwie mówisz? - postanowiła udawać, że nie rozumie. - Zgrywanie idioty to typowe zachowanie Rosiera, myślałem, że ty tak nie robisz. - do pokoju wszedł Sariel i usiadł na fotelu. W ogóle nie zwrócił uwagi na to, że Nadine nie ma na sobie bluzki. - Ej, no a co mam zrobić? Podejść do niego i wyjechać z tekstem w stylu: "Cześć, jestem Natalia, ale mów mi Nadine. Wiesz, strasznie mi się podobasz i to już od dawna, więc może..." - urwała, na chwilę chowając twarz pod koszulką, którą właśnie wciągała przez głowę - Żałosne. - mruknęła do siebie. - Wiesz, do odważnych świat należy. - Rosier rzucił beztrosko. - Tak. I do idiotów. - wtrącił Sariel. - A ja nie mam zamiaru wyjść na debila... A tak w ogóle, to kwitną kasztany. Wiecie, co to dla mnie w tym roku znaczny, nie? *** A matura już za kilka dni. Nadine-sama i Rosier 30/04/2010 21:54:38 [komentarzy 1] Komentuj A czas pędzi...- Hm... - Sariel przejechał palcem po blacie stolika i przyglądał się grubej warstwie kurzu, która na nim osiadła - Padła w końcu? Ciekawe, czy sama, czy może ktoś jej w tym pomógł. - uśmiechnął się złośliwie i pstryknął palcami, cicho mówiąc zaklęcie. Kurz rozpłynął się w powietrzu, w pokoju zrobiło się czysto. Demon już miał zamiar usiąść na fotelu, gdy drzwi do pokoju otworzyły się powoli, z głośnym skrzypnięciem. Odwrócił się i zobaczył Nadine. Dziewczyna nie zwróciła na niego uwagi, jedną dłonią gładziła się po czole, a drugą przyciskała do brzucha:- Porzygam się zaraz... - mruknęła słabo i opadła na łóżko. Na chwilę podniosła głowę i rozejrzała się dookoła, jakby zdziwiona, że nie wzniósł się tuman kurzu. - W końcu umierasz? - rzucił Sariel. - W tym momencie bardzo bym chciała, ale chyba jeszcze mi daleko... - dziewczyna cały czas mówiła słabym głosem. Ułożyła się wygodniej i zamknęła oczy. W tym momencie pojawił się Rosier. Przykrył Nadine kocem i spojrzał na Sariela, marszcząc brwi: - Będziesz ją drażnił, irytował, znęcał się nad nią psychicznie, to nie wiem, co ci zrobię. - warknął i usiadł obok leżącej dziewczyny. Sariel prychnął w odpowiedzi. Przez jakiś czas panowała cisza. W końcu Sariel się odezwał: - Co jej jest? - nie zabrzmiało to, jakby był szczególnie ciekawy, ale już sam fakt, że pytał, pozwolił Rosierowi myśleć, że Sariel jest zainteresowany, a może nawet się martwi. - Wszystko i nic. - demon ciężko westchnął - Wiesz, była u lekarza, okazało się, że ma niezaleczone, poważne zapalenie zatok, bierze mocne leki, źle się po nich czuje. Jakby tego było mało, nagle w szkole zrobił się zapierdol, ona prawie wcale nie odpoczywa. No i nie zapominajmy jeszcze o jej nadwyrężonej psychice. Wszystko jej się wali. Wszystko. Ze wszystkimi się kłóci, odsuwa się od innych, ale wciąż udaje, że wszystko jest w porządku. A w porządku w ogóle nie jest... - Rosier spuścił głowę i przerwał na dłuższy czas - Wiesz, Sariel, ten cholerny luty, najgorszy miesiąc w roku się skończył, ale jego widmo wciąż się za nią ciągnie. I my nie jesteśmy w stanie jej pomóc. - Ja wiem, co, kto może jej pomóc. Ale on o tym nie wie i się zapewne nie dowie. Może to i dobrze, bo wątpię, czy miałby ochotę na TAKĄ pomoc, a wtedy wszystko posypałoby się jeszcze bardziej. A co do nas. Oczywiście, że nie jesteśmy w stanie jej pomóc. - wstał i spojrzał Rosierowi prosto w oczy - Bo my przecież nie istniejemy. Nadine-sama i Rosier 12/03/2010 22:37:45 [komentarzy 3] Komentuj O studniówce, szczęściu i jego brakuW pokoju panowała absolutna ciemność, a grobowej ciszy nie zakłócał nawet spokojny oddech śpiącej Nadine. W takiej scenerii, bezszelestnie pojawił się Sariel. Uśmiechnął się złośliwie i włączył muzykę. Z głośników popłynęły dosyć głośne dźwięki poloneza.- Sariel... Błagam cię... Wszystko, tylko nie to... Tak, jak kocham Chopina, to poloneza jeszcze długo nie będę w stanie słuchać. - dało się usłyszeć spod kołdry, którą w całości nakryła się dziewczyna. Demon zaśmiał się, ale muzyki nie wyłączył. Nadine z warknięciem odkryła się i wstała, a później przerwała poloneza - Dość. - rzuciła ostro. - Cóż... Tak jak myślałem, od razu wiedziałaś, że to ja. - nie zraziło to Sariela, był w dobrym humorze. - No Rosier nie byłby zdolny do tak wysublimowanej złośliwości. Przecież nie zna się za bardzo na muzyce klasycznej i nie wpadłby na pomysł budzenia mnie po studniówce za pomocą poloneza. - ciężko westchnęła - Chcesz coś? - rzuciła na koniec. - Jak tam po studniówce?! - Sariel już otwierał usta, ale nagle wpadł Rosier, tak, jak zawsze, przynosząc ze sobą odrobinę zapachu siarki. - Dobrze. - demon usłyszał krótką odpowiedź. Przez chwilę panowała cisza, jakby Rosier oczekiwał na jej rozwinięcie. Ale się nie doczekał. - I to wszystko? Nic więcej mi nie powiesz? - spytał zawiedziony. - A co mam ci mówić? Po prostu było dobrze, fajnie. Tańczyłam, bawiłam się, spotkałam kilku starych znajomych i to wszystko. Nic więcej. No... Nie licząc tego, że uświadomiłam sobie, w jak cholernie niesprawiedliwy i nieodpowiedni sposób odnoszę się do niektórych osób... Kiedyś chciałam to zmienić, myślałam, że mi się udało, ale wychodzi na to, że to tak nie do końca wyszło... Skończy się na tym, że ktoś będzie przeze mnie czuł się nienajprzyjemniej, a ja... No cóż... A ja może nawet wyrzutów sumienia nie będę miała. Bo zżerają mnie teraz. - Czy ty nie możesz być szczęśliwa chociaż trochę? Chociaż troszeczkę? Dlaczego nie możesz? A tak w ogóle, to ty naprawdę kogoś potrzebujesz. Kogoś kto by się tobą porządnie zajął. I psychicznie, i fizycznie. Najlepiej z kilka lat starszego, przystojnego faceta, który mógłby cię też rozpieszczać do granic możliwości. Tego ci potrzeba! - w głosie Rosiera czuć było desperację. - Tylko że za to wszystko, co zrobiłam, nie należy mi się... Nadine-sama i Rosier 6/02/2010 17:28:00 [komentarzy 2] Komentuj Bo to nie zawsze faceci są "tymi złymi"- Wiesz, ja się ciebie boję, gdy uśmiechasz się w ten sposób... - mruknął Rosier, spoglądając na Nadine.- Czemu? - spytała dziewczyna. - Bo to uśmiech pełen zadowolenia, złośliwej satysfakcji. - wtrącił Sariel znad książki. - Tak, dodatkowo mówiący jeszcze "ja jestem zajebista, a wy nie". - demon ciężko westchnął - Jest taki sarielowy. Od jakiegoś czasu typowy dla was obojga. - dodał jeszcze. - Tak, tak. - dziewczyna rzuciła lekceważąco, Sariel zaś jedynie się uśmiechnął. Właśnie takim złośliwym uśmiechem. - Dobra, to może lepiej powiedz, co go spowodowało, co? Bo mimo wszystko, taki uśmiech nie wychodzi sam z siebie. - Rosier aż czuł nieprzyjemne dreszcze od patrzenia na tę dwójkę. - Ach, nic takiego... - Jak nic, jak coś... - Wiesz... Po prostu... - ten złośliwy uśmiech poszerzył się, gdy zawiesiła głos, zastanawiając się, od czego zacząć. - Po prostu w końcu to ona powiedziała facetowi, że to koniec, a nie facet jej. - mimo tego, że czytał książkę, Sariel wciąż był czujny. - Oj no... I zepsułeś całą historię. - demon tylko cicho zaśmiał się, zasłaniając się filiżanką herbaty. - Ale może coś więcej? - Rosier zaczynał się irytować. - Och, nie denerwuj się, Ros. Już ci mówię. Po prostu Pan Zdesperowany Bardziej Niż Wydawało Mi Się, Że To Możliwe, upodobał mnie sobie na swoją Wielką Miłość już po kilku godzinach znajomości. A że moje specyficzne podejście do facetów lubi wpędzać mnie w problemy, pomyślał sobie, że ja odwzajemniam jego spojrzenie na naszą znajomość. - Zwłaszcza, że całowałaś się z nim w pierwszy wieczór. - znad książki usłyszeć można było kolejny komentarz. - Tak, tak... Akurat wy dwaj możecie mi prawić kazania na ten temat. Ty pewnie, no, teraz już nie, ale kiedyś na pewno, od razu przeleciał byś taką osobę, a Rosier całował by się nie na zakończenie wieczoru, a na rozpoczęcie. Jakby nie patrzeć, cała nasza trójka święta nie jest. - A wracając do tematu? - Przez cały tydzień myślał, że rzeczywiście jesteśmy razem. Ja początkowo byłam zadowolona, no bo przecież słuchajcie! facet się mną zainteresował, nie? Ale po przemyśleniu wszystkiego, czyli na następny dzień wieczorem, coś zdecydowanie mi nie pasowało. No i to niepasowanie ciągnęło się równo siedem dni. A jak na jednego z smsów odpisałam mu, że musimy porozmawiać, ale nie chcę robić tego przez telefon, to zamilkł na godzinę, napisał tylko, że wie, o co mi chodzi i, khem, khem... zamilkł na wieki. - Na wieki? W sensie? - spytał zdziwiony Rosier. - W sensie, że się więcej nie odezwał, ani nawet nie odebrał, gdy do niego dzwoniłam. Nie wiem, czy to taka wielka była ta jego Wielka Miłość, czy stchórzył, czy co innego, ale jakoś nieszczególnie mnie to interesuje. - wzruszyła ramionami na zakończenie opowieści i zajęła się swoimi sprawami. - No... Skoro tak łatwo odpuścił, to nie był ciebie warty... - Rosier powiedział cicho, jakby sam do siebie, ale specjalnie na tyle głośno, aby reszta usłyszała. Nadine-sama i Rosier 29/01/2010 23:27:20 [komentarzy 4] Komentuj Postanowienia noworoczne- Heeeepiiii njuuu jeeeeer. - Nadine siedziała przy biurku i śpiewała, fałszując i kalecząc angielski.- No hepi, hepi. Byle lepszy niż ten co był i będzie zajebiście. - Rosier spoglądał przez okno, na zaspy śniegu na podwórku. - Taa... Tyle by wystarczyło. Ej, wierzysz w to, że cały rok będzie taki, jak jego pierwszy dzień? Jak tak, to będzie, oj... grubo będzie. Perwersyjnie, ze spaniem do obiadu i gadaniem, póki słońce nie wzejdzie. - To ładnie. A jakieś postanowienia noworoczne? - spytał zainteresowany. - Ja? - dziewczyna głośno się roześmiała - W życiu, chłopie, ja się nie nadaję. Kompletnie. Zresztą, co mam sobie postanowić? Znaleźć sobie faceta? Hah, niemożliwe, niemożliwe. Jak zechce, to sam się znajdzie. Rzucić palenie? Nie palę... Dbać o zwierzątka? Zwierzątka średnio mnie lubią. Tak samo, jak małe dzieci. Wiesz, że się mnie boją? - mówiąc to zabawnie przechyliła głowę i lekko się uśmiechnęła, w tym momencie aż ciężko było uwierzyć w prawdziwość tych słów - No... Powiedz mi, co ja mogę więcej? - Eeee... - demon zmierzwił włosy - Być milsza dla świata? I pozytywniej nastawiona do życia? - zaśmiał się niepewnie, nie wiedząc, czy taka odpowiedź spodoba się dziewczynie. - No właściwie... - mruknęła pod nosem. - A może raczej powinnaś postanowić stać się bardziej odpowiedzialna? Zacząć poważnie myśleć o przyszłości, co? - Sariel złośliwie się uśmiechał. - Taaa... I stać się zgorzkniałym pracoholikiem. Zgorzkniała już jestem, ale do pracoholizmu mi daleko, bo jestem na to zbyt leniwa. A tak w ogóle, to cześć Sariel. - demon skinął głową w odpowiedzi - Chociaż jakby tak pomyśleć... Nieee... Syndrom Piotrusia Pana działa. Nie chcę być poważna i myśleć o przyszłości. Ty lepiej myśl sam o sobie. - mrugnęła do niego, na co ten przewrócił oczami - Ale co, milsza dla świata być, tak? Hm... Nadine-sama i Rosier 4/01/2010 22:37:26 [komentarzy 0] Komentuj Przełamując monotonięRosier stał nad łóżkiem i ze zdziwioną miną wpatrywał się w stertę ubrań, które na nim leżały. Nie bardzo wiedział, co się dzieje. Gdy Nadine weszła do pokoju, odwrócił się w jej stronę, z zamiarem spytania się, co właściwie dzieje się w tym pokoju. Już otwierał usta, gdy zamarł. Zaskoczył go widok dziewczyny, owiniętej ręcznikiem, z mokrymi włosami.- Co? - rzuciła, gdy wyminęła go i otworzyła szafkę. - Eee... - No bardzo inteligentna odpowiedź. - Eee... No nie, nic. Chciałem się spytać, o co chodzi z tymi ciuchami tutaj. - spojrzeniem wskazał na łóżko. Nadine zmierzyła go wzrokiem i zaśmiała się głośno. Po jej ramionach spłynęło kilka kropel wody. - Przecież jutro rano wyjeżdżamy, nie? I to daleko, daleko. I wracamy w przyszłym roku. Nie pamiętasz? Przełamujemy tą pieprzoną monotonię, pokazujemy cholernemu światu, że się nie damy, udowadniamy, że jednak jest w nas jeszcze dużo, dużo życia. - machała nogą, patrząc Rosierowi w oczy i lekko się uśmiechając. Po chwili wstała i wyszła do łazienki z jakimiś spodniami i koszulką w ręce. A demon został sam ze sobą, zdziwiony, ale przede wszystkim bardzo zadowolony z poprawy humoru dziewczyny. Nadine-sama i Rosier 27/12/2009 18:11:52 [komentarzy 1] Komentuj Świąteczna beznadziejność- Ja pierdolę. - głuche warknięcie i trzask drzwi. Leżący na łóżku Rosier otworzył jedno oko i spojrzał na Nadine. Zdziwił się i otworzył drugie oko, podniósł się też, bardziej przyglądając dziewczynie. Po chwili uśmiechnął się złośliwie i powiedział:- Na święta zwierzęta mówią ludzkim głosem, a ty na święta wyglądasz po ludzku... - Och, zamknij się. - opadła na fotel i przymknęła oczy. - No, ale dobrze wyglądasz w spódnicy. Mówiłem ci już kiedyś, że powinnaś je częściej nosić? - Nie wiem. I nie obchodzi mnie to. - Ej, co jest? Nie powinnaś być teraz radosna? No wiesz, święta, prezenty, te rzeczy. - Problem w tym właśnie, że nieszczególnie mnie to cieszy. Od kilku dni znów chodzę sfrustrowana i strasznie mnie to męczy. Ja już sama nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Niby mam na coś ochotę, ale do niczego nie mam motywacji. Co do świąt - będą takie same jak co roku. Już w Wigilię się objadłam, jeszcze dwa dni. Było trochę prezentów, jutro jeszcze też. A oprócz tego nic. Takie same gadki jak co roku, takie same filmy w telewizji, wciąż to samo i to samo, a ja gdzieś pośrodku, zawieszona wśród monotonii i szarości życia. No... Teraz nie szarości, tylko białości, bo śnieg jeszcze leży. Ale temperatura jest ciągle na plusie, więc jutro albo za dwa dni stopnieje całkiem... Rosier słuchał uważnie, od czasu do czasu przytakując. Nic jednak nie mówił. Przyzwyczaił się do takich nastrojów dziewczyny. Zdarzały się bardzo, bardzo często i trwały bardzo, bardzo długo. Starała się to ukrywać przed innymi, oszukując nie tylko cały świat, ale przede wszystkim siebie. - Rosier, ja się po prostu czuję taka beznadziejna i niepotrzebna... W szkole czuję się źle, ale w domu też czuję się źle. Między ludźmi czuję się źle, ale i sama też czuję się źle... I tak cholernie boję się przyszłości... Demon spuścił głowę. Zupełnie nie wiedział, co powiedzieć. - Już to kiedyś mówiłem, ale powtórzę. Zawsze będziesz mieć mnie, no nas, jeśli liczyć Sariela, i zawsze możesz na mnie, na nas liczyć... Nic innego ci nie powiem, bo nie mam pojęcia, co... Ale nie bój się. Naprawdę masz nas. Dziewczyna przytaknęła bez przekonania, wygodniej rozsiadła się w fotelu i zamknęła oczy. - Po prostu beznadziejna beznadziejność... - mruknęła jeszcze pod nosem. Nadine-sama i Rosier 24/12/2009 23:08:43 [komentarzy 2] Komentuj Jak chuj, kurwa.- Och, a jednak żyjesz... - rzucił Rosier do Nadine, która właśnie stanęła w drzwiach.- Załamania nerwowe, nie-załamania. Nerwice i wkurwy, nie-nerwice i nie-wkurwy. Grypy, nie-grypy. Gruźlice, nie-gruźlice. Mam to gdzieś. Wszystko przetrwam, nie wiesz? - No właśnie wiem. Tylko dużo czasu ci to trochę zajęło. - Nie, żebym chciała. Tak wyszło. - usiadła na pufie i oparła się o ścianę. Chwilę później zaniosła się urywanym, szczekającym kaszlem. Zgięło ją w pół, widać było też, że w tym momencie ciężko się jej oddycha. Po chwili wzięła głęboki oddech - Kurwa. Uduszę się chyba. To już ponad tydzień. - wzięła kolejne kilka głębszych oddechów. - No właśnie wiem. I wiesz... - nie dokończył, bo Nadine mu przerwała. - Powtarzasz się. - Co? - spytał zdziwiony. - Znowu powiedziałeś "no właśnie wiem". W dwóch wypowiedziach pod rząd. Mniejsza. Kontynuuj. - Eee.. co ja? A, tak. I wiesz, martwię się. Bo to jest kiepsko brzmiący kaszel. - I co ja ci zrobię? Zatkam sobie usta skarpetkami, żebym nie szczekać? Tabletek się nażarłam, syropków nażłopałam... Nic mi, kurwa nie pomaga. - ciężko westchnęła, a po chwili zaczęła teatralnie - A co... A co jeśli to już koniec? Jeżeli ta przeszkoda jest tak wielka, że nie uda mi się jej pokonać, że nie przetrwam tej strasznej próby, którą postawiło przede mną życie? Och... - zamilkła na dłuższy czas - Jak chuj, kurwa. Nie dam się. Ot co. Nadine-sama i Rosier 12/12/2009 23:26:30 [komentarzy 2] Komentuj |
28039 Dodaj do Ulubionych Different? Yeah. Very different. Rozmowy z własnym demonem o wszystkim, co nas otacza. Ksiega Gości Archiwum 2010 Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2009 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2008 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Linki Śmiechawka - forum dla ludzi, którzy lubią się śmiać Ulubieni ©blog4u.pl |