Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Different? Yeah. Very different.
 Blog
Photobucket
 Menu
Photobucket

Inne blogi, na których się pojawiamy:
- imaginary-yaoi,
- manga-to-lubie.


A czas pędzi...

- Hm... - Sariel przejechał palcem po blacie stolika i przyglądał się grubej warstwie kurzu, która na nim osiadła - Padła w końcu? Ciekawe, czy sama, czy może ktoś jej w tym pomógł. - uśmiechnął się złośliwie i pstryknął palcami, cicho mówiąc zaklęcie. Kurz rozpłynął się w powietrzu, w pokoju zrobiło się czysto. Demon już miał zamiar usiąść na fotelu, gdy drzwi do pokoju otworzyły się powoli, z głośnym skrzypnięciem. Odwrócił się i zobaczył Nadine. Dziewczyna nie zwróciła na niego uwagi, jedną dłonią gładziła się po czole, a drugą przyciskała do brzucha:
- Porzygam się zaraz... - mruknęła słabo i opadła na łóżko. Na chwilę podniosła głowę i rozejrzała się dookoła, jakby zdziwiona, że nie wzniósł się tuman kurzu.
- W końcu umierasz? - rzucił Sariel.
- W tym momencie bardzo bym chciała, ale chyba jeszcze mi daleko... - dziewczyna cały czas mówiła słabym głosem. Ułożyła się wygodniej i zamknęła oczy. W tym momencie pojawił się Rosier. Przykrył Nadine kocem i spojrzał na Sariela, marszcząc brwi:
- Będziesz ją drażnił, irytował, znęcał się nad nią psychicznie, to nie wiem, co ci zrobię. - warknął i usiadł obok leżącej dziewczyny. Sariel prychnął w odpowiedzi. Przez jakiś czas panowała cisza. W końcu Sariel się odezwał:
- Co jej jest? - nie zabrzmiało to, jakby był szczególnie ciekawy, ale już sam fakt, że pytał, pozwolił Rosierowi myśleć, że Sariel jest zainteresowany, a może nawet się martwi.
- Wszystko i nic. - demon ciężko westchnął - Wiesz, była u lekarza, okazało się, że ma niezaleczone, poważne zapalenie zatok, bierze mocne leki, źle się po nich czuje. Jakby tego było mało, nagle w szkole zrobił się zapierdol, ona prawie wcale nie odpoczywa. No i nie zapominajmy jeszcze o jej nadwyrężonej psychice. Wszystko jej się wali. Wszystko. Ze wszystkimi się kłóci, odsuwa się od innych, ale wciąż udaje, że wszystko jest w porządku. A w porządku w ogóle nie jest... - Rosier spuścił głowę i przerwał na dłuższy czas - Wiesz, Sariel, ten cholerny luty, najgorszy miesiąc w roku się skończył, ale jego widmo wciąż się za nią ciągnie. I my nie jesteśmy w stanie jej pomóc.
- Ja wiem, co, kto może jej pomóc. Ale on o tym nie wie i się zapewne nie dowie. Może to i dobrze, bo wątpię, czy miałby ochotę na TAKĄ pomoc, a wtedy wszystko posypałoby się jeszcze bardziej. A co do nas. Oczywiście, że nie jesteśmy w stanie jej pomóc. - wstał i spojrzał Rosierowi prosto w oczy - Bo my przecież nie istniejemy.

Nadine-sama i Rosier 12/03/2010 22:37:45 [komentarzy 2] Komentuj

O studniówce, szczęściu i jego braku

W pokoju panowała absolutna ciemność, a grobowej ciszy nie zakłócał nawet spokojny oddech śpiącej Nadine. W takiej scenerii, bezszelestnie pojawił się Sariel. Uśmiechnął się złośliwie i włączył muzykę. Z głośników popłynęły dosyć głośne dźwięki poloneza.
- Sariel... Błagam cię... Wszystko, tylko nie to... Tak, jak kocham Chopina, to poloneza jeszcze długo nie będę w stanie słuchać. - dało się usłyszeć spod kołdry, którą w całości nakryła się dziewczyna. Demon zaśmiał się, ale muzyki nie wyłączył. Nadine z warknięciem odkryła się i wstała, a później przerwała poloneza - Dość. - rzuciła ostro.
- Cóż... Tak jak myślałem, od razu wiedziałaś, że to ja. - nie zraziło to Sariela, był w dobrym humorze.
- No Rosier nie byłby zdolny do tak wysublimowanej złośliwości. Przecież nie zna się za bardzo na muzyce klasycznej i nie wpadłby na pomysł budzenia mnie po studniówce za pomocą poloneza. - ciężko westchnęła - Chcesz coś? - rzuciła na koniec.
- Jak tam po studniówce?! - Sariel już otwierał usta, ale nagle wpadł Rosier, tak, jak zawsze, przynosząc ze sobą odrobinę zapachu siarki.
- Dobrze. - demon usłyszał krótką odpowiedź. Przez chwilę panowała cisza, jakby Rosier oczekiwał na jej rozwinięcie. Ale się nie doczekał.
- I to wszystko? Nic więcej mi nie powiesz? - spytał zawiedziony.
- A co mam ci mówić? Po prostu było dobrze, fajnie. Tańczyłam, bawiłam się, spotkałam kilku starych znajomych i to wszystko. Nic więcej. No... Nie licząc tego, że uświadomiłam sobie, w jak cholernie niesprawiedliwy i nieodpowiedni sposób odnoszę się do niektórych osób... Kiedyś chciałam to zmienić, myślałam, że mi się udało, ale wychodzi na to, że to tak nie do końca wyszło... Skończy się na tym, że ktoś będzie przeze mnie czuł się nienajprzyjemniej, a ja... No cóż... A ja może nawet wyrzutów sumienia nie będę miała. Bo zżerają mnie teraz.
- Czy ty nie możesz być szczęśliwa chociaż trochę? Chociaż troszeczkę? Dlaczego nie możesz? A tak w ogóle, to ty naprawdę kogoś potrzebujesz. Kogoś kto by się tobą porządnie zajął. I psychicznie, i fizycznie. Najlepiej z kilka lat starszego, przystojnego faceta, który mógłby cię też rozpieszczać do granic możliwości. Tego ci potrzeba! - w głosie Rosiera czuć było desperację.
- Tylko że za to wszystko, co zrobiłam, nie należy mi się...

Nadine-sama i Rosier 6/02/2010 17:28:00 [komentarzy 2] Komentuj

Bo to nie zawsze faceci są "tymi złymi"

- Wiesz, ja się ciebie boję, gdy uśmiechasz się w ten sposób... - mruknął Rosier, spoglądając na Nadine.
- Czemu? - spytała dziewczyna.
- Bo to uśmiech pełen zadowolenia, złośliwej satysfakcji. - wtrącił Sariel znad książki.
- Tak, dodatkowo mówiący jeszcze "ja jestem zajebista, a wy nie". - demon ciężko westchnął - Jest taki sarielowy. Od jakiegoś czasu typowy dla was obojga. - dodał jeszcze.
- Tak, tak. - dziewczyna rzuciła lekceważąco, Sariel zaś jedynie się uśmiechnął. Właśnie takim złośliwym uśmiechem.
- Dobra, to może lepiej powiedz, co go spowodowało, co? Bo mimo wszystko, taki uśmiech nie wychodzi sam z siebie. - Rosier aż czuł nieprzyjemne dreszcze od patrzenia na tę dwójkę.
- Ach, nic takiego...
- Jak nic, jak coś...
- Wiesz... Po prostu... - ten złośliwy uśmiech poszerzył się, gdy zawiesiła głos, zastanawiając się, od czego zacząć.
- Po prostu w końcu to ona powiedziała facetowi, że to koniec, a nie facet jej. - mimo tego, że czytał książkę, Sariel wciąż był czujny.
- Oj no... I zepsułeś całą historię. - demon tylko cicho zaśmiał się, zasłaniając się filiżanką herbaty.
- Ale może coś więcej? - Rosier zaczynał się irytować.
- Och, nie denerwuj się, Ros. Już ci mówię. Po prostu Pan Zdesperowany Bardziej Niż Wydawało Mi Się, Że To Możliwe, upodobał mnie sobie na swoją Wielką Miłość już po kilku godzinach znajomości. A że moje specyficzne podejście do facetów lubi wpędzać mnie w problemy, pomyślał sobie, że ja odwzajemniam jego spojrzenie na naszą znajomość.
- Zwłaszcza, że całowałaś się z nim w pierwszy wieczór. - znad książki usłyszeć można było kolejny komentarz.
- Tak, tak... Akurat wy dwaj możecie mi prawić kazania na ten temat. Ty pewnie, no, teraz już nie, ale kiedyś na pewno, od razu przeleciał byś taką osobę, a Rosier całował by się nie na zakończenie wieczoru, a na rozpoczęcie. Jakby nie patrzeć, cała nasza trójka święta nie jest.
- A wracając do tematu?
- Przez cały tydzień myślał, że rzeczywiście jesteśmy razem. Ja początkowo byłam zadowolona, no bo przecież słuchajcie! facet się mną zainteresował, nie? Ale po przemyśleniu wszystkiego, czyli na następny dzień wieczorem, coś zdecydowanie mi nie pasowało. No i to niepasowanie ciągnęło się równo siedem dni. A jak na jednego z smsów odpisałam mu, że musimy porozmawiać, ale nie chcę robić tego przez telefon, to zamilkł na godzinę, napisał tylko, że wie, o co mi chodzi i, khem, khem... zamilkł na wieki.
- Na wieki? W sensie? - spytał zdziwiony Rosier.
- W sensie, że się więcej nie odezwał, ani nawet nie odebrał, gdy do niego dzwoniłam. Nie wiem, czy to taka wielka była ta jego Wielka Miłość, czy stchórzył, czy co innego, ale jakoś nieszczególnie mnie to interesuje. - wzruszyła ramionami na zakończenie opowieści i zajęła się swoimi sprawami.
- No... Skoro tak łatwo odpuścił, to nie był ciebie warty... - Rosier powiedział cicho, jakby sam do siebie, ale specjalnie na tyle głośno, aby reszta usłyszała.

Nadine-sama i Rosier 29/01/2010 23:27:20 [komentarzy 4] Komentuj

Postanowienia noworoczne

- Heeeepiiii njuuu jeeeeer. - Nadine siedziała przy biurku i śpiewała, fałszując i kalecząc angielski.
- No hepi, hepi. Byle lepszy niż ten co był i będzie zajebiście. - Rosier spoglądał przez okno, na zaspy śniegu na podwórku.
- Taa... Tyle by wystarczyło. Ej, wierzysz w to, że cały rok będzie taki, jak jego pierwszy dzień? Jak tak, to będzie, oj... grubo będzie. Perwersyjnie, ze spaniem do obiadu i gadaniem, póki słońce nie wzejdzie.
- To ładnie. A jakieś postanowienia noworoczne? - spytał zainteresowany.
- Ja? - dziewczyna głośno się roześmiała - W życiu, chłopie, ja się nie nadaję. Kompletnie. Zresztą, co mam sobie postanowić? Znaleźć sobie faceta? Hah, niemożliwe, niemożliwe. Jak zechce, to sam się znajdzie. Rzucić palenie? Nie palę... Dbać o zwierzątka? Zwierzątka średnio mnie lubią. Tak samo, jak małe dzieci. Wiesz, że się mnie boją? - mówiąc to zabawnie przechyliła głowę i lekko się uśmiechnęła, w tym momencie aż ciężko było uwierzyć w prawdziwość tych słów - No... Powiedz mi, co ja mogę więcej?
- Eeee... - demon zmierzwił włosy - Być milsza dla świata? I pozytywniej nastawiona do życia? - zaśmiał się niepewnie, nie wiedząc, czy taka odpowiedź spodoba się dziewczynie.
- No właściwie... - mruknęła pod nosem.
- A może raczej powinnaś postanowić stać się bardziej odpowiedzialna? Zacząć poważnie myśleć o przyszłości, co? - Sariel złośliwie się uśmiechał.
- Taaa... I stać się zgorzkniałym pracoholikiem. Zgorzkniała już jestem, ale do pracoholizmu mi daleko, bo jestem na to zbyt leniwa. A tak w ogóle, to cześć Sariel. - demon skinął głową w odpowiedzi - Chociaż jakby tak pomyśleć... Nieee... Syndrom Piotrusia Pana działa. Nie chcę być poważna i myśleć o przyszłości. Ty lepiej myśl sam o sobie. - mrugnęła do niego, na co ten przewrócił oczami - Ale co, milsza dla świata być, tak? Hm...

Nadine-sama i Rosier 4/01/2010 22:37:26 [komentarzy 0] Komentuj

Przełamując monotonię

Rosier stał nad łóżkiem i ze zdziwioną miną wpatrywał się w stertę ubrań, które na nim leżały. Nie bardzo wiedział, co się dzieje. Gdy Nadine weszła do pokoju, odwrócił się w jej stronę, z zamiarem spytania się, co właściwie dzieje się w tym pokoju. Już otwierał usta, gdy zamarł. Zaskoczył go widok dziewczyny, owiniętej ręcznikiem, z mokrymi włosami.
- Co? - rzuciła, gdy wyminęła go i otworzyła szafkę.
- Eee...
- No bardzo inteligentna odpowiedź.
- Eee... No nie, nic. Chciałem się spytać, o co chodzi z tymi ciuchami tutaj. - spojrzeniem wskazał na łóżko. Nadine zmierzyła go wzrokiem i zaśmiała się głośno. Po jej ramionach spłynęło kilka kropel wody.
- Przecież jutro rano wyjeżdżamy, nie? I to daleko, daleko. I wracamy w przyszłym roku. Nie pamiętasz? Przełamujemy tą pieprzoną monotonię, pokazujemy cholernemu światu, że się nie damy, udowadniamy, że jednak jest w nas jeszcze dużo, dużo życia. - machała nogą, patrząc Rosierowi w oczy i lekko się uśmiechając. Po chwili wstała i wyszła do łazienki z jakimiś spodniami i koszulką w ręce. A demon został sam ze sobą, zdziwiony, ale przede wszystkim bardzo zadowolony z poprawy humoru dziewczyny.

Nadine-sama i Rosier 27/12/2009 18:11:52 [komentarzy 1] Komentuj

Świąteczna beznadziejność

- Ja pierdolę. - głuche warknięcie i trzask drzwi. Leżący na łóżku Rosier otworzył jedno oko i spojrzał na Nadine. Zdziwił się i otworzył drugie oko, podniósł się też, bardziej przyglądając dziewczynie. Po chwili uśmiechnął się złośliwie i powiedział:
- Na święta zwierzęta mówią ludzkim głosem, a ty na święta wyglądasz po ludzku...
- Och, zamknij się. - opadła na fotel i przymknęła oczy.
- No, ale dobrze wyglądasz w spódnicy. Mówiłem ci już kiedyś, że powinnaś je częściej nosić?
- Nie wiem. I nie obchodzi mnie to.
- Ej, co jest? Nie powinnaś być teraz radosna? No wiesz, święta, prezenty, te rzeczy.
- Problem w tym właśnie, że nieszczególnie mnie to cieszy. Od kilku dni znów chodzę sfrustrowana i strasznie mnie to męczy. Ja już sama nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Niby mam na coś ochotę, ale do niczego nie mam motywacji. Co do świąt - będą takie same jak co roku. Już w Wigilię się objadłam, jeszcze dwa dni. Było trochę prezentów, jutro jeszcze też. A oprócz tego nic. Takie same gadki jak co roku, takie same filmy w telewizji, wciąż to samo i to samo, a ja gdzieś pośrodku, zawieszona wśród monotonii i szarości życia. No... Teraz nie szarości, tylko białości, bo śnieg jeszcze leży. Ale temperatura jest ciągle na plusie, więc jutro albo za dwa dni stopnieje całkiem...
Rosier słuchał uważnie, od czasu do czasu przytakując. Nic jednak nie mówił. Przyzwyczaił się do takich nastrojów dziewczyny. Zdarzały się bardzo, bardzo często i trwały bardzo, bardzo długo. Starała się to ukrywać przed innymi, oszukując nie tylko cały świat, ale przede wszystkim siebie.
- Rosier, ja się po prostu czuję taka beznadziejna i niepotrzebna... W szkole czuję się źle, ale w domu też czuję się źle. Między ludźmi czuję się źle, ale i sama też czuję się źle... I tak cholernie boję się przyszłości...
Demon spuścił głowę. Zupełnie nie wiedział, co powiedzieć.
- Już to kiedyś mówiłem, ale powtórzę. Zawsze będziesz mieć mnie, no nas, jeśli liczyć Sariela, i zawsze możesz na mnie, na nas liczyć... Nic innego ci nie powiem, bo nie mam pojęcia, co... Ale nie bój się. Naprawdę masz nas.
Dziewczyna przytaknęła bez przekonania, wygodniej rozsiadła się w fotelu i zamknęła oczy.
- Po prostu beznadziejna beznadziejność... - mruknęła jeszcze pod nosem.

Nadine-sama i Rosier 24/12/2009 23:08:43 [komentarzy 2] Komentuj

Jak chuj, kurwa.

- Och, a jednak żyjesz... - rzucił Rosier do Nadine, która właśnie stanęła w drzwiach.
- Załamania nerwowe, nie-załamania. Nerwice i wkurwy, nie-nerwice i nie-wkurwy. Grypy, nie-grypy. Gruźlice, nie-gruźlice. Mam to gdzieś. Wszystko przetrwam, nie wiesz?
- No właśnie wiem. Tylko dużo czasu ci to trochę zajęło.
- Nie, żebym chciała. Tak wyszło. - usiadła na pufie i oparła się o ścianę. Chwilę później zaniosła się urywanym, szczekającym kaszlem. Zgięło ją w pół, widać było też, że w tym momencie ciężko się jej oddycha. Po chwili wzięła głęboki oddech - Kurwa. Uduszę się chyba. To już ponad tydzień. - wzięła kolejne kilka głębszych oddechów.
- No właśnie wiem. I wiesz... - nie dokończył, bo Nadine mu przerwała.
- Powtarzasz się.
- Co? - spytał zdziwiony.
- Znowu powiedziałeś "no właśnie wiem". W dwóch wypowiedziach pod rząd. Mniejsza. Kontynuuj.
- Eee.. co ja? A, tak. I wiesz, martwię się. Bo to jest kiepsko brzmiący kaszel.
- I co ja ci zrobię? Zatkam sobie usta skarpetkami, żebym nie szczekać? Tabletek się nażarłam, syropków nażłopałam... Nic mi, kurwa nie pomaga. - ciężko westchnęła, a po chwili zaczęła teatralnie - A co... A co jeśli to już koniec? Jeżeli ta przeszkoda jest tak wielka, że nie uda mi się jej pokonać, że nie przetrwam tej strasznej próby, którą postawiło przede mną życie? Och... - zamilkła na dłuższy czas - Jak chuj, kurwa. Nie dam się. Ot co.

Nadine-sama i Rosier 12/12/2009 23:26:30 [komentarzy 2] Komentuj

Guess who!

- Oj, co ty gadasz? Nie rozpozna.
- Jak nie rozpozna, jak rozpozna. Głupiś. Przecież to Sariel.
- E tam... Nie da rady. - Sariel słyszał taką oto przyciszoną rozmowę zza drzwi. Zdziwił się, ponieważ brzmiało to, jakby Nadine rozmawiała sama ze sobą. Z idealnie zamaskowaną ciekawością wszedł do środka i zatrzymał się. Tym razem nie był w stanie ukryć swoich emocji. Z najprawdziwszym, najszczerszym zdziwieniem wpatrywał się w dwie identyczne postacie stojące przed nim. Sariel widział dwie Nadine. Różniły się jedynie ubiorem. I to drastycznie. Demon oczywiście domyślił się, że jedną z dziewczyn tak naprawdę był Rosier.
- Co wy właściwie robicie? - westchnął ciężko, siadając na fotelu.
- Zgadnij, kto to. - Nadine i Rosier rzucili jednocześnie. Sariel zmierzył ich wzrokiem. Jedno z nich miało na sobie normalny strój Nadine - luźne spodnie, jakąś ciemną koszulkę z nadrukiem i czarną, rozpiętą bluzę z kapturem. Z kolei drugie... czegoś takiego Sariel się nie spodziewał. Czarny materiał sukienki idealnie przylegał do smukłego ciała. Szersza spódnica kończyła się kilka centymetrów nad kolanami i ozdobiona była prześwitującą falbanką, podobnie jak gorset, przez przód którego przewleczona była jeszcze czarna, wąska tasiemka.
- Mogę tylko zadać jedno pytanie?
- Mhm... - obie "Nadine" przytaknęły.
- Kto wybierał sukienkę? Ten, kto ją ma na sobie, czy druga osoba?
- Ja. - odpowiedziała postać w sukience.
- Więc sukienkę ma na sobie Nadine, a Rosier jest w spodniach. On by wybrał bardziej... burdelową kreację. A jeżeli już to samo, to na pewno w innych kolorach. Prędzej czerń z czerwienią. Względnie z różem. Ale tego, to by Nadine na sobie nie chciała zobaczyć.
- Cholera. - Rosier warknął, klasnął w dłonie i została tylko jedna Nadine. Ta w sukience.
- Mówiłam, że zgadnie. - wzruszyła ramionami, ale się uśmiechała. Sariel wciąż się jej przyglądał.
- Zapewne strój na studniówkę. Bo nie sądzę, żebyś od tak kupiła sobie sukienkę.
- Mhm... Teraz tylko jakieś dodatki potrzebuję.
- I przystojnego pana pod rękę. - demon mruknął pod nosem.
- No. Tylko problem w tym, Saryś, że my tak nie bardzo... - Rosier spuścił głowę.
- Się przejmujecie. Sama pójdę i też będzie dobrze. Będę oryginalna i nie będę szukać partnera na siłę. - wzruszyła ramionami i stanęła przed lustrem - Ale śliczna jest ta sukienka, prawda? - uśmiechała się do nich.

Nadine-sama i Rosier 9/11/2009 16:06:44 [komentarzy 2] Komentuj

Just want to cuddle with somebody...

W pokoju panował półmrok. Za oknem robiło się już ciemno, a wewnątrz paliła się tylko mała lampka nad biurkiem, dająca żółte światło i niewielka świeczka pod kominkiem do aromaterapii. W powietrzu unosił się zapach lawendy, a z głośników sączyła się jakaś spokojna, ciepła melodia. Nadine leżała na złożonym łóżku w raczej dziwnej pozycji. Jej głowa zwisała w dół, a nogi zarzucone były na oparcie. Do pokoju wszedł Rosier:
- Dzisiaj co? Jogę ćwiczysz? - obrzucił dziewczynę krytycznym spojrzeniem.
- Jasne. Zamknij się z łaski swojej, bo odszukuję swój wewnętrzny spokój. - jej głos nie zabrzmiał tak ostro, jak powinien.
- Mhm... Ty i wewnętrzny spokój. Jak dla mnie, to po prostu śpisz w cholernie dziwnej pozycji. - wzruszył ramionami i usiadł na fotelu, a później podjechał na nim tuż przed twarz dziewczyny.
- Jeszcze nie śpię. Chociaż może śpię. Nie wiem. Ta pogoda źle na mnie działa. - faktycznie, od kilku dni na dworze było zimno i padało bez przerwy.
- Jak na wszystkich. Ale nie przesadzajmy.
- Nee, Rosier, źle cię widzę jak tak siedzisz.
- No jak tak ci głowa zwisa, to się nie dziwię. - zaśmiał się, na co dziewczyna odpowiedziała krzywym uśmiechem. Rosier podsunął się jeszcze bliżej, podniósł jej głowę i ułożył ją sobie na kolanach - A tak nie wygodniej? - ciepło się uśmiechnął. Nie doczekał się odpowiedzi, ale wiedział, że Nadine była zadowolona. Ledwo widocznie się uśmiechnęła i przymknęła oczy. Nie minęło wiele czasu, gdy w pokoju pojawił się Sariel. Usiadł obok Nadine, ciężko westchnął i przetarł oczy. Dziewczyna uchyliła powieki i spojrzała na niego.
- Nee... Gdzie byłeś? I co robiłeś? - dodała po dokładniejszym przyjrzeniu się demonowi. Nie miał okularów, jego zawsze piękne, cudowne, wspaniałe, doskonałe i jakie tam nie tylko, włosy były nieco zmierzwione, a on sam wyglądał jakby niedawno się obudził lub przerwał długie, spokojne i przyjemne wylegiwanie się.
- Pracowałem. - rzucił sucho, co jednak nie wypadło zbyt przekonująco.
- Taa... chyba nad tym, jak nie zasnąć w towarzystwie pewnej osoby. - Sariel prychnął niezadowolony, widać było, że uwaga była trafna - Nee... nie złość się. Wiesz, że ci zazdroszczę, prawda? - z trudnością podniosła się i położyła mu na kolanach.
- Nie pozwalasz sobie zbytnio? - mruknął niezadowolony.
- Ja? Ależ skąd... Tylko wiesz... Bo wy obaj, na przekór swoim charakterom macie zupełnie inne temperatury ciała. Rosier jest zimny, a ty teraz taki cieplutki. - przysunęła sobie poduszkę i zanurzyła w niej twarz. Nie mówiła nic więcej. Sariel chciał ją zrzucić, ale Rosier pokręcił głową i cicho powiedział:
- Niech chociaż w taki sposób poczuje ciepło kogoś innego.

Nadine-sama i Rosier 16/10/2009 19:57:45 [komentarzy 0] Komentuj

Ai shiteru yo, mon amour

Kolejne głośne, ciężkie westchnięcie znad żółtych kartek czerwonego podręcznika. Rosier podniósł głowę i przeniósł wzrok z kolorowego czasopisma o motoryzacji na bladą twarz Nadine.
- Który to już dzisiaj raz? - wyszeptał do siebie, spoglądając na dziewczynę z niepokojem w oczach. Już dawno zauważył, że coś jest nie tak. A z dnia na dzień było coraz gorzej. Dzisiaj ledwo już to wytrzymywał, nie mógł na to patrzeć. Najgorsze było to, że Nadine w ogóle nie chciała z nim o tym rozmawiać. I przez to nie mógł nic zrobić, choć tak bardzo chciał pomóc. Starał się posłuchać rady Sariela i nie zwracać na to uwagi, ale nie był takim nieczułym dupkiem jak on, więc nie bardzo mu wychodziło. Wzdrygnął się przestraszony, gdy Nadine nagle zepchnęła wszystkie książki z biurka i oparła się o nie czołem, zakrywając głowę rękoma. Rosier nie śmiał nawet się ruszyć. Wydawało mu się, że dziewczyna się rozpłakała, dlatego też zdziwił się, gdy po chwili podniosła głowę, a jej policzki były suche. Tylko jej spojrzenie było tak puste, jak jeszcze nigdy dotąd.
- Coś... się... stało? - Rosierowi ledwo udało się coś z siebie wydusić.
- Wszystko i nic. Po prostu. Czuję jak wszystko zaczyna się albo walić, albo mnie przerastać. - mówiła monotonnym głosem.
- Jeżeli coś cię przerasta, to zawsze możemy ci pomóc. Sariel może mniej chętnie, ale ja zawszę... - starał się uśmiechnąć pocieszająco.
- Dzięki za dobre chęci, ale niemieckiego się za mnie nie nauczysz i nie zaliczysz sprawdzianu. Podobnie z wosem, prawda? I lektur za mnie też nie będziesz czytał. Ani też nie... - nagle urwała i spuściła głowę.
- Ani... - nie dokończył. Nie chciał jej do niczego zmuszać - A co ci się wali? Chyba nie sufit na głowę, co? - starał się być zabawny, co wyszło mu raczej żałośnie. Nadine jednak nie zwróciła na to uwagi.
- Kontakty międzyludzkie, że się tak wyrażę. Oczywiście jestem świadoma, że sama mam w to duży wkład... Przecież jestem tą cholerną, zimną suką, od czasu do czasu zachowującą się jakby ją wyciągnęli z psychiatryka, i której niemal nikt nie lubi.
- No... nie chcę cię dobijać, ale jest w tym trochę prawdy. - Rosier rzucił cicho, spuszczając głowę.
- Wiem, ale... Pamiętasz, że w listopadzie mieliśmy jechać na koncert, prawda?
- No wiem. Jedziemy do Poznania na ATB.
- Mieliśmy jechać. Ale nie jedziemy. Bo... - spuściła głowę - Bo nie. Ona nie jedzie, bo nie. A co ja sama zrobię w takiej sytuacji? Sama będę łazić po Poznaniu? Sama pójdę na koncert? Sama będę wracać do domu w środku nocy? - zapadła cisza. Rosier nic nie mówił i przyglądał się Nadine, ona z kolei pustym wzrokiem wpatrywała się w okno.
- I wiesz - zaczęła cicho - pewnie zaczniesz się teraz ze mnie śmiać, ale chyba zaczynam się... zaczynam się za... Och... Rosier, ja nawet nie potrafię tego powiedzieć. - jęknęła słabo, chowając twarz w dłoniach. Demon dokonał szybkiej analizy sytuacji i aż się zapowietrzył z wrażenia, gdy doszedł do odpowiednich wniosków.
- Nie... serio? Facet? Nie wierzę... Skoro od razu mówisz o... - wyszeptał tak cicho, że sam nie był pewien, czy tylko tego nie pomyślał - ...zakochaniu, a nie lubieniu, to musi być to coś poważnego. - wziął głęboki oddech i zaczął w nią wpatrywać jeszcze intensywniej. W tym momencie wyglądała raczej jak ostatnie nieszczęście, skazane na jakąś katorgę, a nie radosna, świeżo zakochana panieneczka - A więc to się jednak stało. Inaczej nie mogło się skończyć, to było do przewidzenia. ON, prawda? - po tych słowach zapadła długa cisza.
- Nie... To nie ON. To ktoś zupełnie inny. I czuję się z tym fatalnie, bo wiem, jak to się potoczy. Albo w końcu trafi mnie szlag, albo będę się męczyć z tym aż do końca szkoły. Może zacznę się gdzieś chować na przerwach, żeby przypadkiem na niego nie wpaść.
- Nie mam pojęcia, co powinienem ci powiedzieć. Nie jestem w stanie wymyślić nic inteligentnego. - zamilkł na jakiś czas - Ale wiesz... - zaczął ciepłym głosem - Maturzyści szybciej kończą, więc będziesz się z tym męczyć trochę krócej. - radośnie się uśmiechnął, starając się dodać jej otuchy. Wielkiej różnicy nie zaobserwował, ale wydało mu się, że Nadine wygląda na bardziej żywą, niż jeszcze kilkanaście minut temu - Będzie dobrze, musi być. - wyszeptał sam do siebie.

Nadine-sama i Rosier 23/09/2009 23:22:37 [komentarzy 2] Komentuj

nadine-rosier
11875

Dodaj do Ulubionych

Different? Yeah. Very different.
Rozmowy z własnym demonem o wszystkim, co nas otacza.


Ksiega Gości

Archiwum
2010
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Linki
Śmiechawka - forum dla ludzi, którzy lubią się śmiać




Ulubieni






©blog4u.pl